sobota, 9 grudnia 2017

BLOODY TIMES „Destructive Singles”



Brzmi jak: power metal
Bloody Times to dzieło multiinstrumentalisty Simona Pfundsteina. Po nagraniu debiutanckiej płyty uznał jednak, że wokale to nie jego broszka. Znalazł gdzieś, chyba w formalinie, człeka nazwiskiem John Greely.  Fani Iced Earth pamiętają go zapewne z „The Night Of The Stormrider”. John wciąż śpiewa całkiem nieźle, więc mocno podciągnął poziom materiału. Kompozycyjnie Bloody Times bowiem leży, patenty nie zazębiają się, a kawałki ciągną w nieskończoność. Na szczęście to tylko singiel i jest jeszcze czas na dopracowanie szczegółów. Mieszanka starego Iced Earth z Count Raven i Manowar wydaje się wszak opcją całkiem interesującą.
www.facebook.com/bloodytimesmetal
Vlad Nowajczyk [-]

TOMB OF GIANTS „Tomb Of Giants”



Brzmi jak: heavy metal
Rzut oka na okładkę i wiemy prawie wszystko. Dolnosaksoński kwartet wywołuje ducha klasycznego heavy z lat 80-tych. Średnie tempa, solidny ciężar, dobry zmysł kompozycyjny. Chwytliwe numery przywołują ducha NWOBHM, Manilla Road, Helloween (wczesnego!), Judas Priest, a także Solemnity (bardziej niż Manowar). Wokalnie kłania się młody Kai Hansen, sprzed pierwszego przeszczepu włosów. Dlaczego więc tylko 6, czyżby dopadał mnie wirus metalowego artyzmu? Niedoczekanie.
Problemem tego krążka jest brzmienie bębnów. Kartonowe, przy tym bardzo głośne. Oczywiście zabawa korektorem graficznym pomaga, ale na takie szczegóły wypada zwracać uwagę. Nic to, produkcję można poprawić następnym razem, a taki „Midnight Devil” wbija się w łeb na długo już teraz.
www.facebook.com/tombofgiants
Vlad Nowajczyk [6]

DEAD HORSE „The Beast That Comes”



Brzmi jak: oryginalny crossover
Teksańska legenda ma za sobą długą i ciekawą historię. Istnieli w latach 1988-97, wydając w tym czasie dwie EPki i dwa pełniaki. Grali z większością Wielkich tamtych lat. Po reaktywacji w 2011 wypuścili ponownie cały stary katalog, a teraz nadszedł czas na dużą płytę. Muzę swą określają jako „horsecore” i ma to sens. W ich przypadku stwierdzenie „oryginalny crossover” nie jest oksymoronem. Łącząc wpływy hardcore, thrashu, punka, deathu i southern groove, nie mają odpowiedników w metalowym mainstreamie. Chcecie nazw? Prosz. W obrębie każdego kawałka potrafią mieszać klimaty Metalliki, COC, Pantery, Saint Vitus, Obituary, Galactic Cowboys i SOD. Ba, umieją to zmieścić w 3 minuty. Zazębia się to świetnie, wszystko siedzi. Na większą karierę szans nie mają, ale koneserzy undergroundu powinni zaopatrzyć się w ten zajebisty krążek. Wspomniałem, że na deathowe riffy wjeżdżają bluesowe solówki? Teraz już tak. Jest moc.
www.facebook.com/deadhorsecore
Vlad Nowajczyk [8]

wtorek, 5 grudnia 2017

RAZGATE „Feral Evolution”



Sliptrick Records
Brzmi jak: Slayedeth
PIerwsza EPka tych Włochów była kiepawa, ale przez trzy lata poczynili pewien postęp. Przede wszystkim odpuścili sobie zrzynki z Metalliki (odrobina niestety została) i Pantery. Połączenie wpływów Slayera (SITA i DI) z Megadeth (1990-94) dało efekt znośny. Znośny, bo wpływy nie oznaczają już chamskich zrzynek, panowie ze Sieny nauczyli się tego wreszcie. Wciąż nie jest to muza do słuchania dla przyjemności, ale kilka odsłuchów nie wywołuje poczucia zażenowania.
www.reverbnation.com/razgate
Vlad Nowajczyk [6]

DISASTER NOW „Disaster Now”



Brzmi jak: gówmetal
Baskijski kwintet debiutuje EPką, wspartą ponad dekadą istnienia. W połączeniu z profesjonalną oprawą graficzną krążka sugerowało to dobrą muzę. Nic bardziej mylnego. Pierwsze trzy kawałki to podłej jakości groove metal, z tych nagroowiejszych, czyli wyłącznie Machine Head, Pantera i „Roots”. Przy czwartym numerze pojawia się odrobina nadziei, w postaci wyższego stroju i mniej groownianego riffu, szybko zagłuszona rzyganiem pana wokalisty. Dalej bez zmian. Zaorać.
www.facebook.com/disasternowband
Vlad Nowajczyk [3]


poniedziałek, 4 grudnia 2017

HELL FIRE „Metal Masses”



Brzmi jak: klasyczny heavy
Niniejszy debiut ekipy z Bay Area usłyszałem niedawno, już po zachwycie nad „Free Again”. Pomimo wielu podejść, nadal słyszę tu „tylko” dobry, solidny heavy metal. Wszystkie drobne czynniki, wynoszące muzę Hell Fire na poziom geniuszu, dopiero nadejdą. Fajna, siarczysta muza. Bezwstydny debiut. Ale luuuudzi, co oni porobili niecały rok póżniej!!!
www.facebook.com/hellfiremetalsf
Vlad Nowajczyk [7.5]